Szanowni Solidarni

 

Postawiony zostałem przed zadaniem, którego wypełnienie trudne jest z dwóch powodów. Po pierwsze jako nie historyk mam przybliżyć nie przynudzając historyczny zarys tego, co stało się w Brzegu lat temu trzydzieści, gdy jak w całym kraju rodziła się piękna Panna „S”. Po drugie jako uczestnik choć nie od pierwszych chwil tego ruchu społecznego, który swój wymiar formalny uzyskał w postaci Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”, a więc człowiek, którego stosunek do tych spraw, do dzisiaj obchodzonej rocznicy, obojętny być nie może, mam mówić historycznie, bez emocji. A przecież to trochę tak jak urodziny osoby najbliższej i tu od razu właśnie ten osobisty mój współudział, współodpowiedzialność za to, co przez te 30 lat stało się w naszym mieście i jego okolicach każe mi dopowiedzieć, że Panna „S” rodzicieli posiadała wielu, ale z całą pewnością w tym akcie nie uczestniczyłem, owszem byłem jednym z tych, którzy jak każdy rodzic obecnym już na świecie dzieckiem się zajmują, pragnąc by rosło, wypełniając oczekiwania rodziców.

I tu cofnę się nieco w czasie, by oddać hołd osobie, bez której Panny „S” chyba by jednak nie było. Pamiętam pierwszą wizytę w Polsce papieża Jana Pawła II, wypowiedziane w Warszawie jego słowa o zstąpieniu Ducha Świętego i odnowie oblicza polskiej ziemi. Pamiętam, jak ówczesna władza starała się ukryć to, jak wielka liczba Polaków w tych uroczystościach uczestniczyła i jak prawdy o tym szukało się w audycjach zagranicznych radiostacji, a szczególnie „Wolnej Europy”. Można bowiem śmiało chyba powiedzieć, że na początek było „słowo”, które stało się ciałem. Słowo, to coś co ludzi łączy, bo przecież bez możliwości porozumiewania się, wyrażania za pomocą słów naszych uczuć i pragnień, ale także krytyki innych nie można byłoby wspólnie działać i wspólnych celów osiągać. Słowa i obrazy jakie z ówczesnych mediów do nas docierały nie niosły zasadniczych wartości informacyjnych, opiniotwórczych, ale służyły propagandzie władzy. I to już wtedy dla nieomal wszystkich było jasne i wyraźne. Niekiedy wybuch 1980 roku sprowadza się do prozaicznej sprawy „kiełbasy”. Temu zaprzeczać nie można, bo tak zwane trudności w zaopatrzeniu w podstawowe artykuły spożywcze i przemysłowe towarzyszyły nam każdego dnia. Ale faktem jest także to, że naruszało to po prostu godność wszystkich pracujących, którzy po pracy, w której bili kolejne rekordy w socjalistycznym współzawodnictwie, ustawiali się w kolejkach by bić się z kolei o ochłapy, które w ramach planowej gospodarki władza do sklepów „rzuciła”. I gdyby nie fakt, że w Sierpniu 80 roku strajkujących robotników wsparli inteligenci, to stałoby się tak jak działo się wcześniej, gdy antyustrojowe zrywy były skutecznie pacyfikowane. W 80 roku jednak zarówno robotnicy jak i inteligenci wiedzieli, że skutecznie będzie można zawarte porozumienia realizować, gdy władza będzie musiała liczyć się ze zorganizowanym ruchem społecznym, który formalnie mógł działać tylko jako związek zawodowy. I pora już najwyższa z tych kilku słów wstępnych przejść na nasze brzeskie podwórko. Bardzo pomocny w tym jest tekst Zbigniewa Bereszyńskiego, opolskiego historyka, którego poznałem podczas pobytu w nyskim obozie internowanych, oparty na źródłowych dokumentach, zgromadzonych przez Instytut Pamięci Narodowej.

Jako trzech pierwszych ludzi, organizujących NSZZ „Solidarność” w Brzegu autor wymienia Czesława Wilanda, Adama Wełeszczuka i Zdzisława Grzesiaka. Pierwszy był później przewodniczącym związku w Agromecie, drugi pracował w Bewagu, a trzeci w miejskiej ciepłowni. Dwaj pierwsi niestety dzisiejszego święta nie doczekali, a trzeci mieszka w okolicach Chicago w USA. Dalej autor pisze, że pierwszy brzeski strajk miał miejsce już 27 sierpnia w Meprozecie i tu dodam od siebie, że późniejszy wieloletni szef związku w tej firmie Jan Kastelik, niestety też dzisiejszego dnia nie dożył. Następnego dnia do prób wywołania strajku doszło w rzeźni PSS „Społem” i Beselu. 29 sierpnia zastrajkowali pracownicy Agrometu i przedstawili listę 35 postulatów, w tym zasadnicze z postulatów gdańskich i szereg lokalnych. Jednym z nich, szczególnie istotnym i obrazującym, że nie tylko o sprawę kiełbasy chodziło, było żądanie wysiedlenia z miasta rodzin oficerów Armii Czerwonej, którzy jak się okazało to dopiero po jej ewakuacji z Polski zajmowali ponad sześćset mieszkań. 30 sierpnia bez przerywania pracy poparcie dla akcji strajkowej w Gdańsku wyrazili pracownicy Beselu, którzy następnego dnia na  spotkaniu z kierownictwem zakładu powołali komisję do zbierania wniosków i postulatów załogi. Jak pisze dalej Zbigniew Bereszyński, 1 września ponownie zastrajkował na kilka godzin Meprozet, uzyskując akceptację postulowanych podwyżek płac. Tego samego dnia doszło do rozmów załogi z szefostwem w Zakładzie Remontowym SM ZGODA. Załoga uzyskała obietnicę poprawy warunków pracy i płacy. W następnych dwóch dniach doszło do protestów w Spółdzielniach Kółek Rolniczych m.in. w Lubszy i Grodkowie. Tu też protestujący uzyskali obietnice poprawy swojej sytuacji. 2 września akcja protestacyjna miała miejsce w Grodkowskich Zakładach Wyrobów Metalowych, gdzie przedstawiono 13 postulatów, pokrywających się z gdańskimi podpisanych przez 267 pracowników. Brzeska Garbarnia jak pisze autor około 8 września domagała się radykalnych zmian personalnych, a w szczególności zwolnienia kierowniczki działu pracy i płac. Domagano się też wymiany niektórych mistrzów na wydziałach produkcyjnych. W kolejnych dniach protesty objęły firmę Presko, gdzie przedstawiono ponad 40 postulatów. 23 postulaty przedstawiono także dyrekcji Przedsiębiorstwa Budownictwa Rolniczego. Pracownicy szpitala domagali się natomiast zmiany dyrektora występując o to do jednostki nadrzędnej. W Beselu 25 pracowników Działu Głównego Mechanika domagało się zmiany mistrza działu remontowego, grożąc, że jeśli to żądanie nie zostanie spełnione złożą wypowiedzenia z pracy. To akurat miejsce, z którego ja do NSZZ „Solidarność” wstąpiłem, nie wahając się, gdy kilku pracowników tego działu, w którym byłem zatrudniony przyszło wprost do biura z deklaracją. Przepraszam za ten osobisty wtręt, ale dzisiaj jest tyle nieporozumień co do tego, kto i kiedy gdzie stał, że lepiej to publicznie powiedzieć, by wątpliwości nie było. W tym czasie swoje postulaty przedstawili do zjednoczenia pracownicy cukrowni w Lewinie Brzeskim. 17 września i to data znacząca strajkowali przez 3 godziny pracownicy Rejonowego Przedsiębiorstwa Remontowo – Budowlanego Gospodarki Komunalnej, którzy skarżyli się, że z terenu prowadzonego przez zakład remontu obiektu użytkowanego przez Armię Czerwoną nagminnie ginie sprzęt i materiały budowlane. Uzyskali zapewnienie, że sowieci zgodzą się na pilnowanie obiektu przez dwóch dodatkowych pracowników po godzinach pracy. Sytuacja jednak nie uległa poprawie i pod koniec września ponownie doszło do protestów w RPRBGK, a żądania poszły w stronę zrezygnowania z wykonywania robót na rzecz sowietów, gdyż powodowane kradzieżami straty obciążały konto zakładu. Protestujący domagali się też opuszczenia przez sowietów mieszkań zajmowanych przez nich w mieście.

Podczas spotkania przedstawicieli wszystkich Międzyzakładowych Komitetów Strajkowych, jakie odbyło się w Gdańsku 17 września zapadła decyzja o utworzeniu jednego, ogólnokrajowego związku zawodowego pod nazwą NSZZ „Solidarność”. W ślad za tym postanowiono, że i w Brzegu powstanie Międzyzakładowy Komitet Związkowy NSZZ „Solidarność”. Został powołany przez przedstawicieli 13 zakładów na zebraniu założycielskim w dniu 2 października. Przewodniczącym został Tomasz Łochański z Opolskich Zakładów Naprawy Samochodów, jego zastępcami Zdzisław Grzesiak (ciepłownia), Czesław Wiland (Agromet) i Mieczysław Hoffman (Besel). Na sekretarza powołano Ewę Tobiasz (Agromet). Członkami zarządu zostali: Adam Wełeszczuk (Bewag), Andrzej Bartoszko i Grzegorz Kapera (Sąd Rejonowy), śp. Piotr Cziollek (Agromet), Zbigniew Mijal, Ryszard Tymiński (Besel), Stanisław Godawa, Leon Szatko, Jan Straub (Garbarnia), Jan Janik (Cukierki), śp. Bogusław Zajączkowski, Tadeusz Serotiuk (Presko), Zygmunt Przybysz (Meprozet), Stanisław Parkoła (SI Zwycięstwo), Marian Postoł (RPRBGK) i Alfred Głowacki (WPSiTGKiM). Pierwszą siedzibą brzeskiego MKZ stał się mały pokoik na zapleczu ówczesnej restauracji Śląskiej przy obecnej ulicy Ofiar Katynia, a wówczas Obrońców Stalingradu. Pod koniec października MKZ przeniósł się do lokalu w budynku Polskiego Związku Motorowego przy obecnej ulicy Jana Pawła II, a wówczas Hanki Sawickiej. Od tego czasu w związku porządkowano sprawy organizacyjne. Prowadzono od najniższych szczebli, czyli wydziałowych komisji związkowych wybory ich zarządów z równoczesnym wyborem delegatów na zebrania wyższego szczebla, zakładowego. Na zebraniach zakładowych wybierano zarządy związku w zakładzie i wybory delegatów na zebranie, które miało wyłonić zarząd MKZ i delegatów na zjazd regionalny związku. Tu trzeba dodać, ze większość komisji zakładowych zarejestrowała się w MKZ we Wrocławiu, choć niektóre, szczególnie te, dla których w Opolu funkcjonowały nadrzędne jednostki ich zakładów dokonały tego w MKZ Opole. Oczywiście oprócz tej działalności organizacyjnej prowadzono także normalną działalność związkową, próbując poprzez rozmowy z dyrekcjami zakładów wdrażać w życie zgłoszone postulaty. Związek uczestniczył też w wydarzeniach ogólnokrajowych. Po znanej prowokacji bydgoskiej w marcu 1981 roku, gdzie siły milicyjne pobiły działaczy związku i wprowadzonym w związku z tym stanem pogotowia strajkowego, także komisje zakładowe w Brzegu i MKZ przekształciły się w komitety strajkowe. Prowadzono całodobowe dyżury w komitetach, a także przygotowywano plany obrony zakładów przed spodziewanym w przypadku strajku generalnego siłowym rozwiązywaniem problemu. W tym też czasie, aby zabezpieczyć działalność związku w przypadku spodziewanych aresztowań znanych działaczy, powoływano na zasadach konspiracyjnych od najniższego szczebla komisji wydziałowej osoby, które miały ich zastąpić i prowadzić nadal działalność związkową. Ostatecznie porozumienie, jakie zawarł Lech Wałęsa, które zresztą stało się przedmiotem ostrej krytyki wielu działaczy związkowych spowodowało, że do strajku generalnego nie doszło.

12 kwietnia odbyło się zebranie delegatów komisji zakładowych, na którym wybrano władze MKZ. W zebraniu tym, które odbyło się w Domu Kultury o ile dobrze pamiętam uczestniczyła Anna Walentynowicz, której życie, ale i wielu innych osób, które działalność publiczną w związku rozpoczynając, awansowały na wysokie stanowiska państwowe, przerwała katastrofa rządowego samolotu pod Smoleńskiem. Po wyborach władze MKZ składały się z następujących osób:

Przewodniczący Mieczysław Hoffman (Besel).

 

Członkowie Zarządu: Andrzej Ogonek (Besel-Brzeg), Czesław Wiland (Agromet-Brzeg), śp. Kazimierz Orłowski (Emeryci), Bolesław Twardowski (Fabryka Śrub Lewin Brzeski), Zbigniew Hryciuk (PKS Brzeg), Jadwiga Oliwa (ZOZ Brzeg), Piotr Cziollek (Agromet Brzeg), Mieczysław Wiatrowski (Agromet -Brzeg), Henryk Kaszuba (Płatkarnia Olszanka), Zbigniew Mijal (Besel Brzeg), Alfred Głowacki (WPS i TGKiM -Brzeg), Zofia Pawłowicz (RPGKiM) Józef Jamróz (Zakład Energetyczny). I tutaj następuje rozbieżność pomiędzy listą opublikowaną przez Zbigniewa Bereszyńskiego, który jako członków Zarządu wskazuje ponadto: Zdzisława Grzesiaka (Ciepłownia), Ewę Skubisz (Agromet), Jana Janika (Cukierki), Stanisława Godawę i Franciszka Koteckiego (Garbarnia), Stanisława Parkołę i Bogdana Wieczorka (SI Zwycięstwo) oraz Tadeusza Śliwińskiego (ZSB) a listą, jaką sporządził Zbigniew Oliwa, a która siedzi w pamięci mojego komputera. Wybrano także Komisję Rewizyjną MKZ NSZZ „Solidarność” Brzeg w składzie:

Przewodniczący - Zbigniew Oliwa (Agromet Brzeg), Z-ca przewodniczącego Edward Wróbel (Besel Brzeg), członkowie: Ewa Bruzi (PSS Brzeg), Wróblicki, Stanisław Godawa (Garbarnia). Według Zbigniewa Bereszyńskiego w dniu 4 maja dokonano wyborów uzupełniających władze MKZ. Wybrano wówczas wiceprzewodniczących: Adama Gaczkowskiego (POM Brzeg), Tadeusza Rzepiaka (Olejarnia) i Adama Wełeszczuka (Bewag) oraz sekretarza, Halinę Antonowicz (Biuro Obsługi Turystów) a także nieetatowych członków Prezydium: Bogusława Zajączkowskiego (Presko -Brzeg), Marię Wojtczak (ZOZ Brzeg), Ryszarda Kołeckiego (Zespół Szkół Zawodowych ), Tomasza Łochańskiego (OZNS -BRZEG), Wojciecha Solarewicza (Prokuratura -Brzeg), Irenę Mazurkiewicz (Szkolnictwo) i Irenę Kochanowską (Cukierki). Myślę, że warto tu zachęcić obu Zbigniewów, aby te różnice wyjaśnić. Wynikają także zapewne z powodu utraty części dokumentacji prac MKZ, jaka nastąpiła po wprowadzeniu stanu wojennego, choć w tym przypadku według mojej wiedzy, dokumentacja ta została oddana na przechowanie do parafii pw. Podwyższenia Świętego Krzyża, której ówczesnym proboszczem był śp. ks. mgr Kazimierz Makarski, postać zasłużona nie tylko dla NSZZ „Solidarność” ale też i naszego miasta. Jego niezłomna postawa wobec komunistycznych władz, to także jedno ze źródeł siły i odwagi, jaką wykazali się działacze związkowi.

Z ważniejszych wydarzeń, jakie w brzeskiej działalności związkowej miały miejsce przypomnieć trzeba o wydarzeniach z października 1981 roku, gdy wobec ciągle postępującego pogorszenia zaopatrzenia w żywność i inne towary, załoga Agrometu ogłosiła pogotowie strajkowe, zmuszając tym samym władze województwa na czele z ówczesnym wojewodą Mikołajewiczem na otwartym spotkaniu ze związkowcami


w dniu 4 listopada, do zgody na kontrolowanie przez związek zasobów żywności. To o tyle istotne, że wówczas docierały informacje o blokowaniu przez władzę uruchomienia rezerw żywności.

Noc z 12 na 13 grudnia, gdy generał Wojciech Jaruzelski wypowiedział wojnę Polakom, w Brzegu zaznaczyła się brutalnym włamaniem do mieszkania Czesława Wilanda (Agromet) i internowaniu go. Trafił naprzód do Opola, a stamtąd do obozu dla internowanych w Nysie, gdzie przebywał do 23 lipca 1982 r. Następnego dnia ten los spotkał Stanisława Geregę z poczty, który w Nysie przebywał do 26 lutego 1982 r. Podobny los spotkał także 7 stycznia 1982 r. Zdzisława Grzesiaka (Ciepłownia), zwolnionego 23 lipca 1982 roku. 9 maja 1982 r. internowany został też Piotr Cziollek (Agromet), który w Nysie przesiedział do 24 lipca 1982 r.

Już od pierwszych dni stanu wojennego nastąpiły próby kontaktu z regionalnymi strukturami konspiracyjnymi związku i kolportowania wydawanych podziemnych wydawnictw. Pierwsza natomiast próba jawnego zamanifestowania jedności i oporu związku nastąpiła 17 grudnia w rocznicę wydarzeń grudnia 1970 roku. Była to „minuta ciszy”, jaka w samo południe nastąpiła w wielu zakładach. Po tym zatrzymano na dłuższy lub krótszy czas nieznaną mi liczbę osób i usiłowano zmusić je do podpisania swoistej „lojalki”, w której miały oświadczyć, że zaprzestaną prowadzenia działalności „szkodliwej dla interesów PRL”. Mimo jednak obowiązującego drakońskiego prawa stanu wojennego, wielu członków związku tworzyło konspiracyjne struktury i próbowało manifestować trwanie związku, pomagając rodzinom osób prześladowanych, kolportując podziemne wydawnictwa, a także podejmując różne spektakularne akcje takie jak zawieszenie związkowej flagi na maszcie radiowym w PKS-ie przy ulicy 1 Maja.

Do kolejnej dużej akcji już w formie strajku doszło w pół roku po wprowadzeniu stanu wojennego, czyli 13 maja 1982 roku. Strajkowało wiele zakładów, w tym na pewno Meprozet, Agromet i Besel. Efektem były kolejne internowania czterech brzeżan: Janusza Kędzi z Meprozetu, Ryszarda Ludki z Agrometu, Tadeusza Śliwińskiego z Zespołu Szkół Budowlanych oraz moje. W czwórkę razem trafiliśmy jedną suką do Nysy. Razem z innymi opuściliśmy obóz w lipcu.

Następna grupa internowana została w sierpniu. Byli to Franciszek Kotecki i Stanisław Godawa z Garbarni oraz Józef Jarząbek z Beselu, którzy trafili do obozu w Grodkowie. W tym też mniej więcej czasie do tego obozu trafił adwokat Jan Piątkowski, wówczas broniący związkowców z Nysy. Tu warto w wolnościowym kontekście historii Panny „S” przypomnieć, że jako późniejszy minister sprawiedliwości nakazał wszczęcie pierwszego polskiego śledztwa w sprawie katyńskiego ludobójstwa.

Poza internowaniami działaczy związkowych dotykały też znacznie ostrzejsze represje. Tak stało się w przypadku grupy związkowców z Meprozetu, którzy zostali skazani za zbieranie składek związkowych, wśród nich wspomniany wcześniej Jan Kastelik. Areszt i proces dotknął też studenta Janusza Kajdzika, który jako kurier przewoził z Wrocławia wydawnictwa podziemne. Współoskarżonym w sprawie Janusza Kajdzika był także Zbigniew Hryciuk z PKSu, którego sprawę jednak następnie wyłączono do odrębnego postępowania. Aresztowano także i skazano rolnika Zdzisława Bernackiego z Michałowa, którego przewiny m.in. to

wyprodukowanie maleńkiej ulotki o treści: Pije kUBa do jakUBa, w której literki UB drukowane były jako wielkie. Zdzisław Bernacki podczas swego aresztowania prowadził systematyczne zapiski, na podstawie których kilka lat temu wydał książkę. Podczas wyjazdu do Wrocławia w lokalu kontaktowym zatrzymano śp. Aleksandrę Palińską i śp. Edwarda Jędryszczaka. Największą ze spraw tego typu było zatrzymanie kilkunastu osób z Beselu w listopadzie 1982 roku. Przyczyną było skromne pisemko wydawane w tym zakładzie o tytule „Kornik”. Sprawa zakończyła się skazaniem przez Sąd Garnizonowy dla miasta Opole Ireny Jóźwickiej, Marii Uchto, Adama Staszczuka, śp. Stanisława Stefańskiego, śp Stanisława Zalewskiego, Ryszarda Mnicha i Edwarda Bernasia.

Podziemne wydawnictwa, to jedna z najważniejszych metod walki z komunistycznym ustrojem. Do Brzegu docierały od początku stanu wojennego. Później rozpoczęto także przedruki wydawanej we Wrocławiu bibuły. Jednak największym sukcesem było wydawanie własnego brzeskiego tytułu: „Prostownika”. Wydawnictwa podziemne poza informacjami, jakie docierały za pośrednictwem zagranicznych rozgłośni radiowych były wówczas jedynymi źródłami informacji o tym co dzieje się w kraju, w regionie i w naszym mieście. Aktywni byli też w tym obszarze członkowie Solidarności Walczącej, którzy kolportowali jej wydawnictwo o tym samym tytule. Stopniowo od pierwszych najprostszych form druku za pomocą ramki poprzez tzw. kręciołka brzescy drukarze doszli do dającego bardzo dobrej jakości efekt sitodruku.

Formy oporu i manifestowania trwania związku nie ograniczały się jednak tylko do bibuły. Były to także okolicznościowe Msze Święte. Po jednej z nich na placu przed kościołem Św. Mikołaja powstał krzyż z kwiatów, który bardzo denerwował brzeską SB. Z tego powodu ówczesny proboszcz ks. prałat Zbigniew Bąkowski, który poza tym dość skutecznie wspierał związkowców w innych sprawach był przez tych smutnych panów przekonywany do usunięcia tego widocznego symbolu trwania Panny „S”. W utrzymaniu tego krzyża nieocenione okazały się panie, które nie tylko dbały o świeżość kwiatów, ale i co jakiś czas wymieniały stanowiące jego podłoże świerkowe gałęzie. Po pewnym czasie krzyż, wielokrotnie niszczony przez „nieznanych sprawców” znalazł swoje miejsce w tym kościele przed ołtarzem Matki Boskiej.

Po zamordowaniu w 1984 roku patrona NSZZ „Solidarność”, beatyfikowanego w tym roku księdza Jerzego Popiełuszki, w kościele Św. Mikołaja zorganizowano w oparciu o teksty jego homilii inscenizację, bo to właśnie on dobitnie przekonywał nas: zło dobrem zwyciężaj i tego, że bać się w życiu trzeba tylko zdrady Jezusa Chrystusa za parę srebrników jałowego spokoju. Przypomnieć też tu trzeba o organizowanych przez związkowców wyjazdach do Warszawy na jego msze w kościele Św. Stanisława Kostki, prowadzone przez niego pielgrzymki świata pracy na Jasną Górę, jego pogrzeb i kolejne rocznicowe uroczystości po jego śmierci. Delegacje brzeskich związkowców wyjeżdżały też na spotkania z papieżem Janem Pawłem II, w tym także pierwszą jaka miała miejsce po wprowadzeniu stanu wojennego w 1983 roku, podczas której był najbliżej Brzegu na wrocławskim hipodromie i Górze Świętej Anny.

Na koniec posłużę się słowami poetyckimi, bo one łatwiej i prościej trafiają do naszych serc i umysłów. Zacznę od nieoficjalnego hymnu „Solidarności”:

Bo jeśli ktoś nasz polski dom podpali,

To każdy z nas gotowy musi być,

Bo lepiej byśmy stojąc umierali,

Niż mamy klęcząc na kolanach żyć.

 

Solidarni nasz jest ten dzień,

Połączmy się bo jeden jest nasz cel.

 

I drugi poetycki tekst, czyli Pieśń konfederatów barskich, zbrojnego zrywu polskiej szlachty przeciw moskiewskiej potędze z 1768 roku, uznawanej przez niektórych za pierwsze polskie powstanie narodowe:

 

Nigdy z królami nie będziem w aliansach,

Nigdy przed mocą nie ugniemy szyi,

Bo u Chrystusa my na ordynansach,

Słudzy Maryi.

 

I tu dodam własną ostatnią zwrotkę tej pieśni, jaką ułożyłem w nyskim obozie:

 

Więc śmiało patrzym my w dale przyszłości,

Gdzie Orzeł do lotu skrzydła swe rozwija,

Wodzem nam Chrystus pełen łaskawości,

Matką Maryja.

 

Solidarność to ewangeliczne: Jeden drugiego brzemiona noście. Solidarność to muszkieterowskie: Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Solidarność to papieskie braterskie: Jeden obok drugiego, a nie jeden przeciw drugiemu.

Dziękuję za uwagę i przepraszam tych, których tu pominąłem i tych z wymienionych, których nieobecności wśród nas z powodu braku pewności, że tak jest, słowami „świętej pamięci” nie oznaczyłem. Wybaczcie.

 

Andrzej Ogonek