Zielona WRONA

 

Trzydzieści lat to statystycznie rzecz ujmując mniej więcej połowa dorosłego życia Polaka. To mniej więcej 2/3 czasu zawodowej i społecznej aktywności, kończonej emeryturą, co więcej to pierwsza część tej aktywności, w której młodość i zdrowie pozwalają by była ona bardziej intensywna niż pozostała 1/3. I proszę tu od razu mi, mechanicznemu inżynierowi z jakimś nieznośnym humanistycznym odchyleniem, niehistorykowi wybaczyć, że od takiego trochę statystycznego spojrzenia tekst związany z 30 rocznicą wprowadzenia przez juntę pod wodzą Wojciecha Jaruzelskiego „stanu wojennego”, czyli wojny polsko – jaruzelskiej w naszym kraju, ale oczywiście też w naszym mieście, rozpocznę. Proszę mi też wybaczyć, że jako bezpośredni uczestnik tych wydarzeń, nie będę silił się na tak zwany modny dziś „obiektywizm”, który zresztą z obiektywizmem ma tyle wspólnego, co przysłowiowy piernik z wiatrakiem. Bo cóż wspólnego z obiektywizmem ma dzisiejsza tak zwana opinia publiczna, która w proporcji mniej więcej pół na pół uznaje, że wprowadzenie „stanu wojennego” było uzasadnione. Cóż wspólnego ma ona z ówczesnym naszym odczuciem, że w oporze wobec tego „stanu” jesteśmy jednością, a ci którzy są po drugiej stronie barykady to po prostu wspierani sowieckimi bagnetami zdrajcy. I to było odczucie wcale nie fałszywe. Było to odczucie, za którym stała krew przelana przez juntę na kopalni „Wujek”, przelana podczas manifestacji i demonstracji ulicznych w wielu polskich miastach. Była to krew przelana przez mordowanych w tajemniczych okolicznościach działaczy związkowych, kapłanów, a wśród nich kapelana NSZZ „Solidarność” księdza Jerzego Popiełuszkę. Było to odczucie jedności, gdy po skrytym ogłoszeniu minuty ciszy w 11 rocznicę grudniowych wydarzeń 1970 roku w samo południe wyłączone zostały maszyny w zakładach pracy i nastała cisza. Było to odczucie jedności manifestowane zapalanymi podczas kolejnych miesięcznic 13 grudnia świecami w oknach, tłumami na Mszach Świętych odprawianymi w ważne dla Polaków rocznice, pielęgnacją kwietnego krzyża przy kościele Św. Mikołaja. Było to odczucie jedności z internowanymi i aresztowanymi, a przede wszystkim ich rodzinami, do których docierała pomoc materialna i duchowna, organizowana przez pozostających na wolności przy olbrzymim wsparciu kościoła oraz ta płynąca z „wolnego świata” za granicami demoludów, zarówno materialna jak i duchowa w postaci wolnego słowa zagranicznych rozgłośni radiowych.

Wracając do „statystyki” stanu wojennego posłużę się umieszczonym na internetowym portalu Instytutu Pamięci Narodowej fragmentem tekstu autorstwa Grzegorza Majchrzaka.

Również więziennictwo otrzymało dodatkowe zadania związane z wykonaniem decyzji o internowaniu działaczy opozycji (oczywiście jeszcze przed 13 grudnia 1981 r. resort sprawiedliwości współuczestniczył w przygotowaniu ośrodków internowania). Utworzono 52 ośrodki odosobnienia, a minister sprawiedliwości w grudniu 1981 r. wydał rozporządzenie z regulaminem pobytu internowanych w ośrodkach odosobnienia. Już pierwszej nocy internowano ponad 3 tys. osób, w tym niemal wszystkich członków Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. Internowania objęły nie tylko przywódców i doradców NSZZ „Solidarność”, ale również działaczy innych niezależnych organizacji społeczno-politycznych (NZS, NSZZ RI, KIK, KPN, ROPCziO i in.) oraz niektórych członków PZPR zaangażowanych w „struktury poziome”. Internowano też byłych przywódców partii i państwa z Edwardem Gierkiem na czele. 

W szczytowym okresie w ośrodkach internowania przebywało 5128 internowanych, w tym 313 kobiet. Wraz z łagodzeniem rygorów stanu wojennego liczba ośrodków odosobnienia ulegała zmniejszeniu. Znaczną część osób, w tym wszystkie kobiety, zwolniono w lipcu i sierpniu 1982 r. Wówczas stan internowanych zmniejszył się do 561 osób, a liczba ośrodków internowania uległa zmniejszeniu do 14. Internowanych próbowano poddać „reedukacji”. Najbardziej opornych trzymano w „izolacji” aż do grudnia 1982 r. 

Ogółem w okresie stanu wojennego wydano 10 132 decyzje o internowaniu w stosunku do 9736 osób (396 osób decyzji dotyczyło osób internowanych ponownie) Wśród internowanych było 8728 mężczyzn i 1008 kobiet.

Warto zapoznać się z raportem Komitetu Helsińskiego dotyczącym łamania praw człowieka i obywatela w Polsce, obejmującym jedynie pierwszy rok stanu wojennego. Zaiste pouczająca to lektura. I choć nie uwzględnia ona kilku ważnych skutków stanu wojennego, takich jak np. fala emigracji i ucieczek z kraju, to i tak pokazuje, że należał on do najbardziej ponurych okresów w historii PRL. Nie wdając się w rozważania, czy był do uniknięcia, można wręcz stwierdzić, że był dla Polski czasem straconym. Nieśmiałe próby reform gospodarczych podjętych w czasie stanu wojennego nie zakończyły się sukcesem. Według oficjalnych danych dochód narodowy w 1982 r. spadł o 5,5%, a inflacja wzrosła o 100,8%. Działo się to mimo braku „niszczących kraj strajków”.

Biorąc pod uwagę, że statystycznie rzecz ujmując Brzeg to mniej więcej 1/1000 Polski, można uznać, że 12, jak udało mi się wyliczyć internowanych brzeżan to liczba nawet nieco ponad statystyczną średnią dla Polski. Ale nie o statystykę tu chodzi, lecz o to, że nie byliśmy biernymi widzami w tym czasie, lecz aktywnie na miarę naszych możliwości włączaliśmy się do polsko – jaruzelskiej wojny. I jako jej uczestnicy doświadczaliśmy represji. Tu z kolei posłużę się fragmentem opracowania, jakie wygłosiłem około 16 miesięcy temu podczas świętowania 30 rocznicy sierpniowego zrywu 1980 roku, 30 rocznicy powstania NSZZ „Solidarność”.

„Noc z 12 na 13 grudnia, gdy generał Wojciech Jaruzelski wypowiedział wojnę Polakom, w Brzegu zaznaczyła się brutalnym włamaniem do mieszkania śp. Czesława Wilanda (Agromet) i internowaniu go. Trafił naprzód do Opola, a stamtąd do obozu dla internowanych w Nysie, gdzie przebywał do 23 lipca 1982 r. Następnego dnia ten los spotkał śp. Stanisława Geregę z poczty, który w Nysie przebywał do 26 lutego 1982 r. Podobny los spotkał także 7 stycznia 1982 r. Zdzisława Grzesiaka (Ciepłownia), zwolnionego 23 lipca 1982 roku. 9 maja 1982 r. internowany został też śp. Piotr Cziollek (Agromet), który w Nysie przesiedział do 24 lipca 1982 r.

Już od pierwszych dni stanu wojennego nastąpiły próby kontaktu z regionalnymi strukturami konspiracyjnymi związku i kolportowania wydawanych podziemnych wydawnictw. Pierwsza natomiast próba jawnego zamanifestowania jedności i oporu związku nastąpiła 17 grudnia w rocznicę wydarzeń grudnia 1970 roku. Była to „minuta ciszy”, jaka w samo południe nastąpiła w wielu zakładach. Po tym zatrzymano na dłuższy lub krótszy czas nieznaną mi liczbę osób i usiłowano zmusić je do podpisania swoistej „lojalki”, w której miały oświadczyć, że zaprzestaną prowadzenia działalności „szkodliwej dla interesów PRL”. Mimo jednak obowiązującego drakońskiego prawa stanu wojennego, wielu członków związku tworzyło konspiracyjne struktury i próbowało manifestować trwanie związku, pomagając rodzinom osób prześladowanych, kolportując podziemne wydawnictwa, a także podejmując różne spektakularne akcje takie jak zawieszenie związkowej flagi na maszcie radiowym w PKS-ie przy ulicy 1 Maja.

Do kolejnej dużej akcji już w formie strajku doszło w pół roku po wprowadzeniu stanu wojennego, czyli 13 maja 1982 roku. Strajkowało wiele zakładów, w tym na pewno Meprozet, Agromet i Besel. Efektem były kolejne internowania czterech brzeżan: Janusza Kendzi z Meprozetu, Ryszarda Ludki z Agrometu, Tadeusza Śliwińskiego z Zespołu Szkół Budowlanych oraz moje. W czwórkę razem trafiliśmy jedną suką do Nysy. Razem z innymi opuściliśmy obóz w lipcu.

Następna grupa internowana została w sierpniu. Byli to Franciszek Kotecki i Stanisław Godawa z Garbarni oraz Józef Jarząbek z Beselu, którzy trafili do obozu w Grodkowie. W tym też mniej więcej czasie do tego obozu trafił adwokat Jan Piątkowski, wówczas broniący związkowców z Nysy. Tu warto w wolnościowym kontekście historii Panny „S” przypomnieć, że jako późniejszy minister sprawiedliwości nakazał wszczęcie pierwszego polskiego śledztwa w sprawie katyńskiego ludobójstwa.

Poza internowaniami działaczy związkowych dotykały też znacznie ostrzejsze represje. Tak stało się w przypadku grupy związkowców z Meprozetu, którzy zostali skazani za zbieranie składek związkowych, wśród nich [...] śp. Jan Kastelik. Areszt i proces dotknął też studenta Janusza Kajdzika, który jako kurier przewoził z Wrocławia wydawnictwa podziemne. Współoskarżonym w sprawie Janusza Kajdzika był także Zbigniew Hryciuk z PKSu, którego sprawę jednak następnie wyłączono do odrębnego postępowania. Aresztowano także i skazano rolnika Zdzisława Bernackiego z Michałowa, którego przewiny m.in. to wyprodukowanie maleńkiej ulotki o treści: Pije kUBa do jakUBa, w której literki UB drukowane były jako wielkie. Zdzisław Bernacki podczas swego aresztowania prowadził systematyczne zapiski, na podstawie których kilka lat temu wydał książkę. Podczas wyjazdu do Wrocławia w lokalu kontaktowym zatrzymano śp. Aleksandrę Palińską i śp. Edwarda Jędryszczaka. Największą ze spraw tego typu było zatrzymanie kilkunastu osób z Beselu w listopadzie 1982 roku. Przyczyną było skromne pisemko wydawane w tym zakładzie o tytule „Kornik”. Sprawa zakończyła się skazaniem przez Sąd Garnizonowy dla miasta Opole Ireny Jóźwickiej, Marii Uchto, Adama Staszczuka, śp. Stanisława Stefańskiego, śp Stanisława Zalewskiego, Ryszarda Mnicha i Edwarda Bernasia.”

Uzupełnię to informacją o trzech młodych ludziach, Janie Baście, Piotrze Łosiu i Mariuszu Iwanickim, skazanych za malowanie na murach i jezdniach napisów i haseł antypaństwowych, antysocjalistycznych i antyustrojowych o następujących treściach: „Solidarność”, „Katyń”, „Sprawiedliwość zwycięży”, „Solidarność zwycięży”, „Katyń pomścimy”, „KPN”, „Precz z komuną”, „Młodzieży nie dajcie się WRON-ie”.

Bronią jedyną jaką dysponowaliśmy przeciwko jaruzelskiej armii LWP, MO, SB, ROMO, ZOMO było „wolne słowo” i jawna manifestacja naszego oporu. „Wolne słowo” to nie tylko przywożone z Wrocławia czasopisma „Z dnia na dzień”, „Solidarność Walcząca” i książki tzw. „drugiego obiegu” ale też powstałe i wydawane w naszym mieście czasopismo „Prostownik” i brzeska edycja „Solidarności Walczącej”. Jawna manifestacja to noszenie w klapach naprzód znaczka związkowego, a gdy zagrożono za to represjami, opornika, to wspomniane wcześniej świece w oknach, uczestnictwo w rocznicowych Mszach Świętych i kwietne krzyże przed wejściem do kościoła Św. Mikołaja oraz wewnątrz przed ołtarzem Matki Boskiej.

Bronią skuteczną jednak najbardziej było nasze poczucie humoru, przejawiające się setkami kawałów i piosenek. I tu dwa przykłady.

Patrol zatrzymuje studenta z olbrzymim plecakiem. Co tam niesiecie? - pada pytanie. Meble. - brzmi odpowiedź. Po otwarciu plecaka wysypują się z niego granaty i pistolety. Meble? - krzyczy dowódca patrolu. Jaki pokój, takie meble. - z flegmą odpowiada student.

 

Ekstrema już śpi, szczekają gdzieś psy,

Skończyła się wolna sobota

Wyruszył sznur suk, rżną buty o bruk.

Ktoś do drzwi gwałtownie łomota /kto tam?/

 

Ref. Zielona WRONa dziób w wężyk szamerowany

Kto nie da drapaka,

Kto nie chce zakrakać

Ten będzie internowany.

I tą pierwszą zwrotką jednej z pierwszych piosenek „stanu wojennego” zakończę.

 

Andrzej Ogonek